czwartek, 15 grudnia 2011

dżem, kakao, pomarańcze.

Szczerze mówiąc, to nie wiem co tu napisać. Byłem wczoraj na koncercie Lenny Valentino. To był pierwszy koncert w Gdańsku i niestety ostatni, bo zespół definitywnie ma się rozpaść po tej trasie. :smuteczek: Było kilka niespodzianek. Nowy perkusista, który zastąpił w trakcie próby poprzedniego (tamten źle się poczuł), radził sobie świetnie. Dane mu było mieć tylko jedną próbę przed koncertem. Oprócz całej płyty, zagrany został utwór W-21 oraz dwa covery: "Over the Ocean" zespołu Low oraz "Don't Answer Me" The Alan Parson Project. Magia, magia i niesamowity klimat podtrzymywany przez wiecznie uśmiechniętego Rojka. Szkoda, że to już prawdziwy koniec. Pierwszy raz mi się zdarzył koncert, gdy z wrażenia stałem jak wryty. Za to we mnie wzrasta pragnienie grania. Znów.


PS. Fotki obrobione z dupy strony, szczerze mówiąc później je wykadruję, obrobię na nowo i podmienię. W notce o Myslovitz pojawiła się zasmucona Natalia. Żeby było sprawiedliwie, dziś niezasmucone Karolina i Julka. :>
















4 komentarze:

  1. dziesiąte od góry, jak niewinnie sobie stoi ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, widziałam nawet wcześniej, ale nie chciało mi się logowac, by komentowac :P
    Twoje zdjęcia, jak i ich koncert są genialne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To był Twój pierwszy koncert LV? Ja odpuściłam sobie ich w Poznaniu, gdyż koncert podczas zeszłorocznego Offa był jednym z najpiękniejszych i magicznych jakie widziałam a raczej słyszałam ;) Nie chciałam sobie psuć obrazu jaki wtedy wyrobiłam a poza tym bilety były drogie ;P

    Wspaniałe zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń