poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Paulinka.

Sobotnia Paulinka. Spóźniła się, więc słońca już nie było. Marne światło, ale to tylko cyfrowe zdjęcia do podglądu. Jutro negatywy idą do wywołania. ;>



PoOFFowaliśmy sobie na OFF Festivalu w Katowicach, ale już koniec dobrego. :(

Było fajnie, było miło. Ale się skończyło. Powroty do rzeczywistości (najczęściej szarej i ponurej) są okropnie trudne. Nie ma to jak przez kilka dni spać w namiocie, jeść kiełbaski, frytki, cheeseburgery i popijać głównie piwem. Co prawda piwo nie Polskie, ale całkiem znośne. Holandia też piękny kraj. Uwierzcie, nic nie smakuje tak cudownie jak zimne piwo, gdy po 3 marnych godzinach snu, z kacem piwno-nikotynowym budzisz się w namiocie, gdzie stężenie CO2 wynosi dobre 80%, wilgotność powietrza to 99%, a temperatura przekracza 30 stopni. Ale niech nikogo to nie zmyli. OFF festival, to przede wszystkim koncerty. Długo wyczekiwane Mogwai i LOW i Abradab na zupełne i całkowite zakończenie festiwalu z dwoma bisami. Wszystkiego opowiedzieć się nie da słowami.
Szkoda, że zmęczenie nie pozwalało na zwiedzanie ulubionych przeze mnie Katowic, ale nie obyło się bez podróży tramwajami i autobusami w różnych porach do Silesia City Centre.
Parę zdjęć tutaj:












Więcej fotek tu: FOTASKI

A po powrocie zastanawiałem się co zrobić ze sobą. Ogarnąłem w końcu wszystkie zdjęcia festiwalowe, zrobiłem parę nowych zdjęć. Jak wywołam, to pokażę, chociaż próbki z cyfry już jutro. Oprócz tego naprawialiśmy moją gitarę. Jest to Cortowska podróba Stratocastera. Czerwony korpus i biała obudowa. Wymiana potencjometru, przełącznika pięcio-pozycyjnego, do tego prostowanie gryfu, wymiana strun i totalne czyszczenie. Na dokładkę zmodyfikowaliśmy malowanie korpusu.





No i wziąłem się za swój pokój. Małe przemeblowanie i konkretne sprzątanie. Mało to dało, bo i tak się nie mieszczę. No ale zawsze jakaś odmiana.